Więc być może stałby przy oknie terminala, obserwując, jak 747 obraca się i wznosi w rozrzedzone niebo, i czuł coś znajomego: ból odległości, przyciąganie Zachodu, dziwne poczucie komfortu wynikające ze świadomości, że nawet w erze paliwa odrzutowego i numerów bramek ludzie wciąż budują wielkie rzeczy — a potem piszą o nich długie, szczegółowe załączniki.